Zrobisz wszystko żeby schudnąć? Świetnie! Zweryfikuj jednak, jakimi działaniami rzeczywiście przybliżysz się do celu, a które mogą tylko zniszczyć twoje marzenia o zgrabnej sylwetce. Większość popularnych sposobów na zrzucenie zbędnych kilogramów można włożyć między bajki.
Pomijanie śniadań
Myślisz, że jeśli nie zjesz śniadania to więcej schudniesz? Nic bardziej mylnego! Osoby, które nie zjedzą śniadania w
ciągu dwóch godzin po przebudzeniu mają napady głodu w ciągu dnia. W konsekwencji spożywają więcej kcal niż osoby zjadające wszystkie posiłki. Ważne jest też, jakie śniadanie wybierzesz. Najlepiej, aby było ono urozmaicone i wartościowe, powinno zwierać węglowodany złożone – pieczywo razowe, płatki pełnoziarniste, kasze, pełnowartościowe białko – chude wędliny, sery, dobrej jakości tłuszcz tj. olej, oliwę oraz masło, a także warzywa.
Zbyt mało kalorii w diecie
Zapewne z tego samego powodu, co pomijanie śniadań zdarza ci się cieszyć z każdych ograniczeń kalorii na diecie? Jeśli czujesz głód wydaje ci się, że chudniesz. Tak nie jest. Dieta powinna mieć idealnie dopasowaną podaż kalorii na każdym jej etapie, oczywiście deficyt musi zostać ustalony, jednak wszystko powinno odbywać się stopniowo. Jeśli drastycznie zredukujesz podaż kalorii, organizm przestawi się na tryb oszczędnościowy. A to oznacza kłopoty. W takim stanie obniża się przemiana materii, a każda dostarczona ilość energii będzie magazynowana w postaci tkanki tłuszczowej w obawie przed dalszym głodzeniem. Ostatecznie, jeśli zwiększysz kaloryczność, masa ciała szybko wzrośnie, a kolejne próby odchudzania będą już dużo trudniejsze.
Za mało węglowodanów
Tłuszcz spala się w ogniu węglowodanów, tak więc jeśli chcesz stracić zbędną tkankę tłuszczową musisz dostarczyć paliwa w postaci węglowodanów. W przeciwnym wypadku dochodzi do niepełnego spalania tłuszczu, powstają związki ketonowe, które zakwaszają organizm. Taki proces zakwasza organizm, sprawia, że czujesz zmęczenie, ból głowy, możesz też zniszczyć stawy, nerki, wątrobę oraz nabawić się osteoporozy. Oczywiście należy ograniczać węglowodany, ale te proste – cukier, słodycze, słodzone napoje, białe pieczywo, rozgotowane produkty mączne. Nie powinno się, a wręcz nie można wyeliminować z diety węglowodanów złożonych takich jak: produkty pełnoziarniste, makarony razowe, grube kasze, płatki, otręby.
Za mało posiłków
Zjedzenie 2-3 dużych posiłków jest zdecydowanie mniej korzystne dla odchudzania niż spożywanie kilku mniejszych dań. Pamiętaj też o ich regularności. Aby odchudzanie było skuteczne i przynosiło zamierzone efekty odstępy pomiędzy posiłkami nie mogą być dłuższe niż 3-4 godziny. Pierwszy posiłek staraj się zjeść do dwóch godzin po przebudzeniu, a kolację nie później niż 3 godziny przed snem. Trzymając się tej zasady pobudzisz przemianę materii, zdecydowanie lepiej się poczujesz, a to pomoże ci wytrwać na diecie aż do osiągnięcia celu.
Wiara w diety cud
Diety cud to bardzo niebezpieczny wabik. Trudno się oprzeć obietnicy szybkich efektów, przy minimalnym wkładzie finansowym, prostocie zasad. Zastosowanie się jednak do tego typu kuracji może okazać się bardzo szkodliwe. Diety takie są często drastycznie niskokaloryczne, co zaburza przemianę materii i utrudnia dalsze odchudzanie. Po takiej diecie praktycznie gwarantowany jest efekt jojo po powrocie do wyższej kaloryczności. Monotonna i niezbilansowana dieta może doprowadzić też do licznych niedoborów i dolegliwości zdrowotnych. Jedyna skuteczna dieta – to racjonalne, indywidualnie dopasowane i zbilansowane odżywianie. Powinno być ono nie etapem w życiu, ale sposobem na nie. Prawidłowa dieta zapewnia zdrowie i dobre samopoczucie.
Jest to stronka dla wszystkich, którzy nie mogą sobie poradzić z nadwagą a chcieliby uzyskać wymarzoną sylwetkę. Jeśli czujecie się mało atrakcyjni a próbowaliście już wszystkich sposobów i nie dało to wymarzonych rezultatów ta stronka jest własnie dla Ciebie ! Dowiesz się tu jak osiągnąć swój wymarzony cel bez używania jakichkolwiek środków farmakologicznych a jedynie naturalnych składników diety plus własna ciężka praca.
poniedziałek, 30 września 2013
niedziela, 22 września 2013
piątek, 20 września 2013
Produkty light prawda czy mit ?
Często można spotkać się z opinią, że produkty „light” to żywność dietetyczna kojarząca się ze zdrowiem. Tymczasem nie powinniśmy jej tak traktować. Żywność light zawiera dużo dodatków, których nie znajdziemy w naturalnej, nieznacznie przetworzonej żywności.
Masz problem z nadwagą
albo niedowagą? Nie wiesz, jak dobrać odpowiednie składniki do swojej diety? Zapytaj eksperta. Wyślij pytanie na
formularz zgłoszeniowy a otrzymasz indywidualną poradę.
Producenci produktów spożywczych typu light zasypują nas
atrakcyjnymi reklamami zachęcającymi do ich kupowania. Nazwanie produktu słowem
„light” nie jest jednak takie proste. Kontrolę nad tym pełni Parlament
Europejski. Według przepisów obowiązujących w naszym kraju produkt może nosić
miano produktu o niskiej wartości energetycznej, jeżeli nie zawiera więcej niż
40 kalorii na 100 g w
przypadku produktów stałych i nie więcej niż 20 kalorii przy produktach
płynnych. Zmniejszona wartość energetyczna oznacza wartość energetyczną
zmniejszoną o przynajmniej 30% ze wskazaniem na cechę lub cechy, które
sprawiają, że dany środek spożywczy ma zmniejszoną ogólną wartość energetyczną.
Produkt o niskiej zawartości tłuszczu to produkt stały nie zawierający w 100 g
więcej niż 3 g tłuszczu, produkt płynny – nie więcej niż 1,5 g. Analiza informacji zamieszczonych na
opakowaniach produktów spożywczych poświadcza,
że produkty typu light nie zawsze są niskokaloryczne. Na półkach sklepowych
możemy znaleźć produkty light, które mają więcej kalorii niż ich tradycyjne
odpowiedniki.
Stosuj z umiarem!
Czy warto więc sięgać po żywność „light”?
Stosuj z umiarem!Czy warto więc sięgać po żywność „light”?

Dlaczego?
Wiele słodyczy produkowanych bez zawartości cukru ma prawie tyle samo kalorii,
co ich słodzeni bracia. Najczęściej wynika to ze zwiększonej zawartości
tłuszczu w takim produkcie. Tymczasem czekolada
czy lody bez cukru wcale nie są lepsze, gdyż jednym z ich głównych
składników jest masa tłuszczowa. W czekoladach, aby zachować słodki smak,
cukier zastępuje się słodzikiem, a żeby wzmocnić smak dodaje się więcej
tłuszczu. Efekt: produkt light o wyższej wartości energetycznej niż jego zwykły
odpowiednik.
Zdrowa dieta powinna być przede wszystkim prawidłowo zbilansowana pod względem ilości i rodzaju spożywanych produktów. Jeżeli obfituje w różnorodne produkty spożywcze z każdej grupy, wówczas nie zachodzi potrzeba stosowania produktów light. Żywność tego typu bywa wykorzystywana przez dietetyków w opracowywaniu np. diet odchudzających, jednak diety te nie opierają się wyłącznie na tego typu produktach. Jeżeli są one stosowane to jedynie od czasu do czasu i przede wszystkim po to, by nie pozbawiać pacjenta smaków, na których mu zależy. Do niedawna niektóre produkty tego typu były „zabronione” ze względu na dużą zawartość tłuszczu i cukru w swoim składzie. Teraz nawet osoby na diecie mogą cieszyć się od czasu do czasu np. sałatką z sosem majonezowym.
Żaden produkt spożywczy nie zaszkodzi nam, jeżeli nie będziemy go spożywać w nadmiarze. Bardzo ważne jest, aby zwracać uwagę na informacje zawarte na opakowaniu i kierować się zdrowym rozsądkiem. Lepiej zjeść mniej tradycyjnego produktu niż spożywać nadmierne ilości produktów „naszpikowanych” rozmaitymi związkami chemicznymi, które choć dodawane przez producenta w dozwolonych ilościach, mogą zostać przekroczone gdy dziennie dostarczamy je sobie z kilku różnych źródeł. Wszystkie substancje chemiczne, dodawane są do żywności zgodnie z aktualną wiedzą na ich temat. Nauka jednak rozwija się, a wiedza - pogłębia. Do niedawana jednym ze słodzików była sacharyna, obecnie tę substancję podejrzewa się o działanie rakotwórcze. Od żywności light oczekujemy obniżonej wartości energetycznej, czyli niskiej kaloryczności. Można jednak spotkać produkty, które mimo nazwy „light” na opakowaniu wcale light nie są. Przykładem mogą być słodycze, które mają obniżoną zawartość jednego wysokoenergetycznego składnika na rzecz drugiego. Na przykład przy porównaniu czekolady standardowej i light odkryjemy, że ich wartość kaloryczna mocno się nie różni. Dzieje się tak dlatego, że aby zmodyfikowany produkt posiadał podobną strukturę i cechy smakowe do oryginału, na miejsce zabranego składnika, np tłuszczu należy dodać inny, który również dostarcza kalorii. Często więc bywa, że mamy produkt light o obniżonej zawartości tłuszczu, a w zamian z większym dodatkiem cukrów i o wyższej kaloryczności.Diabeł tkwi w szczegółach. Produkty określane jako light mogą mieć ograniczoną zawartość tłuszczu w swoim składzie, a cukier bywa zastępowany sztucznymi środkami słodzącymi. Środki te dzielą się na tzw. poliole i intensywne środki słodzące. Poza słodkim smakiem, poliole poprawiają teksturę produktów spożywczych i są odpowiedzialne za odczucie chłodu np. podczas żucia gumy. Należy jednak pamiętać, że ich nadmierne spożycie daje efekt przeczyszczający. Intensywne środki słodzące zastępują natomiast cukier, a ich słodkość wielokrotnie przekracza słodkość cukru.
Spożycie
zbyt dużej ilości produktów zawierających substancje słodzące może skutkować
nadpobudliwością i bólami głowy. Popularnym „słodzikiem” jest aspartam,
który może zaszkodzić osobom chorym na fenyloketonurię. Organizm chorych nie
poddaje go bowiem metabolizmowi.
Warto
- jeżeli za produkt „light” uznamy odtłuszczone mleko i produkty mleczne,
niezabielane dania, sosy na bazie jogurtu zamiast śmietany czy masła.
Natomiast tradycyjne produkty typu light należy spożywać jedynie okazjonalnie.
Nasza codzienna dieta nie powinna
opierać się tylko na tego typu produktach. W żywności light znajdziemy
składniki, których nie ma w naturalnej
żywności, co oznacza, że organizm nie
potrzebuje ich do
prawidłowego funkcjonowania. Zamiast opierać codzienna dietę na produktach
light lepiej zastanowić się, ile jemy. Warto zmniejszyć porcje i spożywać mniej
przetworzoną żywność niż dokładać organizmowi dodatkowe związki chemiczne,
które będzie mu później ciężko poddać metabolizmowi i wydalić z organizmu. Produktów
light nie powinny spożywać dzieci. Są one bardziej niż ktokolwiek inny narażone
na problemy zdrowotne takie jak np. alergie czy biegunki. Na produkty te
powinny uważać również kobiety w ciąży i karmiące piersią. Żywności light nie
powinny spożywać także osoby starsze, alergicy i osoby ze szczególnie wrażliwym
przewodem pokarmowym.
środa, 18 września 2013
Co jeść aby żyć długo i zdrowo ?
Wielu z nas spożywając codzienne posiłki nie zastanawia się jakie składniki odżywcze są w nich zawarte. W czym tkwi ich moc? Sprawdźcie sami – oto najzdrowsze pokarmy świata według mojego wyboru.
Tego produktu nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Kurze, kacze, gęsie czy przepiórcze – jajko to bomba mineralno-witaminowa, a przede wszystkim źródło najbardziej wartościowego białka o wzorcowym składzie aminokwasowym. Dlatego tak bardzo cenią je kulturyści, którym bez bogactwa ukrytego pod skorupką trudno byłoby powiększyć masę mięśniową. Jednak jajka nie tylko budują bicepsy, ale również wzmacniają wzrok (dzięki luteinie), wpływają korzystnie na funkcjonowanie mózgu i układu nerwowego (dzięki lecytynie), a także pomagają metabolizować tłuszcze i cukry (dzięki witaminie B12). A co z cholesterolem? Jajko... zawiera substancje obniżające jego poziom: kwasy omega-3 i wspomnianą lecytynę. Warto też pamiętać, że zdrowy organizm kontroluje poziom cholesterolu, a ostrożność w jedzeniu jaj powinny zachować jedynie osoby cierpiące na choroby układu krążenia.
Najzdrowszy jest podobno ten z krystalicznie czystych wód Alaski. Niestety w Polsce takie okazy są trudno osiągalne, dlatego zazwyczaj musimy się zadowolić norweskim łososiem hodowlanym. Tak czy siak – warto. Łosoś bowiem obfituje w kwasy tłuszczowe omega-3, których znaczenie dla naszego organizmu jest trudne do przecenienia. Obniżają one ryzyko zachorowań na raka, chronią przed chorobami serca, działają przeciwzapalnie, a nawet pomagają w leczeniu depresji. Poza tymi dobrodziejstwami łosoś ma do zaoferowania pakiet cennych witamin (m.in. D, E, B12, B6), a także takie minerały, jak selen, fosfor, magnez, potas oraz jod, niewspominając o wartościowym białku.
Uzyskiwana jest z prosa i podobno pamięta czasy neolitu. Od niedawna odbudowuje swoją pozycję w polskiej kuchni. Co prawda gości w niej od wielu wieków, ale w ostatnich dekadach została zmarginalizowana przez inne nośniki węglowodanów, jak makarony, ziemniaki czy kaszę jęczmienną. Jest to o tyle dziwne, że "jaglanka" to najzdrowsza z kasz. Najbardziej lekkostrawna i jedyna o właściwościach zasadotwórczych. Ta ostatnia cecha jest szczególnie istotna dla osób z problemami grzybiczymi i nowotworowymi, które mają zakwaszony organizm. Małe, złociste ziarenka zawierają moc witamin z grupy B, m.in. tiaminę, ryboflawinę czy kwas foliowy, a także lecytynę i rzadką w produktach spożywczych krzemionkę, która ma korzystny wpływ na stawy oraz wygląd włosów i paznokci. Co ważne – kasza jaglana nie zawiera glutenu, nadaje się więc do spożycia przez osoby cierpiące na celiakię.
Siemię lniane wielu osobom kojarzy się z niesmacznym naparem o odpychającej woni. Jednak len w sztuce kulinarnej przybiera wiele postaci – od śluzowatego maceratu, przez apetyczne prażone nasiona, po olej lniany. Ten ostatni to fantastyczne źrodło łatwo przyswajalnych kwasów omega-3. Szkopuł w tym, że większość importowanych do Polski ziaren lnu zawiera tych zbawiennych związków znacznie mniej niż tradycyjne odmiany tej rośliny. Warto więc kupować siemię i jego produkty ze sprawdzonych, polskich upraw. Niezależnie od zawartości kwasów omega, wodne wyciągi z lnu działają osłaniająco na żołądek i zalecane są osobom cierpiącym na nadkwasotę oraz chorobę wrzodową.
Podstawa kuchni indyjskiej. Ceniona przez zwolenników medycyny alternatywnej na całym świecie, w ostatnim czasie zdobywa również serca polskich "gastronautów". Za złocistą barwę tej przyprawy odpowiada kurkumina – pigment o silnym działaniu antyseptycznym i przeciwutleniającym, a zatem również antyrakowym. Ten aktywny barwnik ma również właściwości oczyszczania wątroby, a także spowalniania choroby Alzheimera. W medycynie chińskiej i ajurwedyjskiej kurkuma od tysięcy lat stosowana jest do leczenia infekcji i stanów zapalnych, ale odkrywa ją również medycyna konwencjonalna. Jak ustalili niedawno amerykańscy naukowcy, kurkumina blokuje enzymy odpowiadające za rozwój niektórych rodzajów nowotworów.
Bardziej znany kuzyn kurkumy (obie rośliny należą do rodziny imbirowatych). Pochodzi z południowej Azji, ale uprawiany jest również w Australii, Afryce czy na Karaibach i stanowi popularną przyprawę w wielu kuchniach świata. Występuje w kilku odmianach, z których najbardziej popularna to imbir lekarski. W Polsce dostępny jest w formie sproszkowanej lub w postaci bulwiastych kłączy o charakterystycznym, lekko cytrusowym aromacie i ostrym smaku. Według medycyny chińskiej imbir ma silne właściwości rozgrzewające – szczególnie gdy jest spożywany w formie naparu. Imbir działa też antybakteryjnie i przeciwzapalnie, dlatego znakomicie sprawdza się w przypadku przeziębień. Ponadto obniża poziom cholesterolu we krwi, zwiększa produkcję testosteronu, mobilizuje układ odpornościowy i pobudza krążenie.
Jego zalety zachwalał Sokrates, zajadał się nim również Juliusz Cezar. Hm, no może nie do końca tak to było, jednak pewne jest, że brokuł uprawiany był już przez starożytnych Greków i Rzymian. Poza niezaprzeczalnymi walorami smakowymi ta roślina z rodziny kapustowatych stanowi źródło licznych antyoksydantów, z których najważniejszym jest sulforafan. Związek ten pomaga również metabolizować obce substancje, sprzyjając detoksykacji organizmu, a także powstrzymuje wzrost bakterii Helicobacter Pylori, wywołującej wrzody żołądka. Brokuł stanowi także bogate źródło witaminy K, odpowiadającej za krzepliwość krwi i hamującej rozwój niektórych nowotworów. Ponadto zielony kuzyn kalafiora zawiera kemferol – związek z grupy flawonoidów, który osłabia działanie alergenów na organizm ludzki.
Przez jednych kochany, przez innych znienawidzony – mało kogo pozostawia obojętnym. To król przypraw polskiej kuchni, a zarazem postrach wszelkich chorób sezonowych. Choć przybył do nas z Chin, to jednak dziś jego polska odmiana pod względem walorów smakowych przewyższa tę z Państwa Środka. Rodzimy czosnek można rozpoznać po fioletowych zabarwieniach na skórce i soczystych ząbkach. Ta pospolita roślina ma niesamowitą moc ochrony naszego zdrowia. Dzięki dwusiarczkowi dwualilu, który po spożyciu przekształca się w alicynę, czosnek skutecznie daje odpór bakteriom, zwalcza też stany zapalne. Według badań sprzed kilku lat alicyna wspomaga również detoksykację jelit i pośrednio chroni przed rakiem tego narządu. Czosnek ma również silne działanie przeciwgrzybicze i stanowi pierwszą linię obrony w diecie osób cierpiących na candidę. Last but not least – pikantne ząbki zmniejszają poziom złego cholesterolu i korzystnie wpływają na serce.
poniedziałek, 16 września 2013
Co za dużo, to niezdrowo...
Nawet jeśli coś jest powszechnie uważane za korzystne dla zdrowia, nie należy z tym przesadzać. Bo trucizna to tylko kwestia dawki. Zobacz, jak łatwo pozornie bezpieczne substancje i zachowania mogą zagrozić Twojemu zdrowiu, a nawet życiu.
Sen
Optymalna dawka snu dla dorosłego mężczyzny to od 7 do 8 godzin na dobę.
Zatrucie snem: Ciągłe niedosypianie może spowodować wiele problemów: od nadwagi, przez osłabienie koncentracji i zdolności zapamiętywania, aż po zwiększone ryzyko chorób układu krążenia. Można by więc uznać, że skoro sen jest taki zdrowy, to im więcej śpisz, tym lepiej dla Ciebie. Ale to nieprawda. Faceci, którzy codziennie po 9 i więcej godzin spędzali w objęciach Morfeusza, mieli o 43% częściej problemy z sercem niż ci, którzy spali o dwie godziny krócej. Teoretycznie możesz należeć do tej mniejszości, która naprawdę potrzebuje więcej snu niż przeciętnie. O ile zatem po długim śnie czujesz się świeży i wyspany - wszystko jest w porządku. Jeśli jednak mimo długiego snu wstajesz półprzytomny, może się okazać, że coś po prostu zakłóca Twój sen, np. tzw. bezdech śródsenny albo zespół niespokojnych nóg. Te dolegliwości sprawiają, że Twój sen jest wielokrotnie przerywany w nocy, w rezultacie czego śpisz dłużej.Gdy czujesz, że śpisz za długo, naucz się wstawać wcześniej. Jeśli wstawanie sprawia Ci ogromną trudność, zamiast zwykłego budzika skorzystaj z budzika w telewizorze - ustaw go tak, by się włączył o pożądanej porze. Kombinacja światła i dźwięku obudzi Cię skuteczniej niż sam alarm budzika. Pod wpływem światła Twój mózg przestaje wydzielać melatoninę - hormon odpowiedzialny za uczucie senności. Migoczące światło telewizora stymuluje mózg silniej niż światło zza okna, włączony TV jest więc lepszym sposobem niż zostawienie odsuniętych zasłon na oknach.
Trening
Najzdrowszy jest stały, umiarkowany ruch, jak w dawnych czasach, zanim wymyślono silniki i komputery.
Przetrenowanie: Większość ludzi martwi się, że rusza się za mało. Jednak spora grupa ludzi ma problem odwrotny: nie potrafią sobie odmówić codziennej wizyty w siłowni czy codziennego biegu na 10 km. Obciążając organizm ponad miarę, nie dając mu czasu na regenerację, narażasz się na zwiększone ryzyko kontuzji, a jeśli nie dajesz mięśniom odpocząć po siłowni, odbierasz sobie też możliwość odbudowy tkanki.
Optymalny wysiłek: Jeśli ruszasz się tylko po to, żeby zachować zdrowie, wystarczy 30 minut dziennie umiarkowanego wysiłku, czyli np. szybki spacer lub jazda na rowerze. Jeśli ćwiczysz w określonym celu, np. aby zbudować sylwetkę czy mięśnie, musisz pamiętać o odpoczynku.
Orzechy
Orzechy to prawdopodobnie najzdrowsza przekąska na świecie. Ale mają jedną wadę: wciągają jak narkotyk. Orzechy są jednym z najzdrowszych produktów żywnościowych, nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Są doskonałym źródłem białka, ale przede wszystkim jednym z najbogatszych źródeł nienasyconych kwasów tłuszczowych, które chronią Twój układ krwionośny przed miażdżycą i nadmiarem cholesterolu. Szczególnie skutecznie poziom cholesterolu obniżają orzechy włoskie i migdały. Jednak ich zaleta, czyli duża zawartość tłuszczów, staje się ich wadą, ponieważ tłuszcze są bardzo kaloryczne. Każdy gram tłuszczu zawiera 9 kalorii, a tłuszcze to zazwyczaj połowa zawartości orzecha. 100 gramów orzechów to zatem od 550 do 650 kcal, czyli mniej więcej tyle, co od 300 do 500 gramów szynki! Największym zagrożeniem związanym z orzechami jest to, że człowiek sięga po nie mimowolnie. Dlatego nigdy nie wykładaj sobie do miseczki więcej niż połowę paczki (ok. 50 gramów) naraz. A jeśli zjesz więcej, odpuść sobie następny posiłek.
Antybiotyki
Antybiotyki to narzędzie, które wymaga wykwalifikowanego operatora. Samodzielnie ich nie używaj.
Zatrucie antybiotykami: Antybiotyki to genialna i wyspecjalizowna broń do walki z infekcjami bakteryjnymi. Byłoby dobrze, gdyby wszyscy pacjenci, a także spora grupa lekarzy, zapamiętali sobie tę zasadę. Antybiotyki zwalczają bakterie, nie wirusy. Niestety, często pacjenci, nauczeni doświadczeniem z dzieciństwa, domagają się antybiotyków za każdym razem, kiedy mają infekcję. I lekarze, którzy też są przecież ludźmi, ulegają tym żądaniom. Tym łatwiej, że często obie infekcje trudno odróżnić, więc wypisują antybiotyk na wszelki wypadek. Zazwyczaj dzieje się tak przy infekcjach górnych dróg oddechowych, których leczenie to około 75% wszystkich wypisanych antybiotyków. Co najzabawniejsze, 90% tego typu infekcji (kaszel i katar plus ból głowy) to skutek działania wirusów, na które antybiotyki są równie skuteczne jak święcona woda. Ale to, że są nieskuteczne, to jeszcze mamy problem. Kłopot w tym, że nadużywanie antybiotyków powoduje pojawianie się szczepów bakterii odpornych na działanie kolejnych generacji antybiotyków. Świeży przykład to fala zakażeń antybiotykoopornym szczepem E.coli w Niemczech. Oprócz tego antybiotyki są jednak bronią masowego rażenia - zabijają nie tylko szkodliwe bakterie, ale również te, które na stałe mieszkają w naszym organizmie i są jak najbardziej potrzebne. Nie wszyscy lekarze potraktują to ze zrozumieniem, ale w Twoim interesie jest zapytać, czy przeziębienie, które Cię dopadło, można po prostu przeczekać, bez interwencji antybiotykowej. Ale jeśli uzna, że antybiotyk jest niezbędny, bierz go tak długo, jak Ci zaleci. Przerwanie kuracji w momencie gdy tylko mijają objawy, to ogromny prezent dla bakterii - te słabsze wyginą, a silniejsze przetrwają. Tak właśnie tworzą się superbakterie.
Woda
Podstawowa zasada z wodą: pij ją regularnie i nigdy nie wlewaj w siebie dużych ilości naraz.
Zatrucie wodą: Bez wody człowiek jest w stanie przeżyć co najwyżej kilka dni (najwięksi szczęśliwcy żyli 9), ale średnia to 3-5 dni. Odwodnienie powoduje zaburzenie równowagi elektrolitycznej i po przekroczeniu progu 15% dotychczasowej masy pacjenta zazwyczaj kończy się śmiercią. Ale nadmiar wody też potrafi zabić. Przekonało się o tym kilku maratończyków, którzy tak się bali odwodnienia, że aż przesadzili, a nawet uczestniczka jednego z głupich konkursów na to, kto zdoła wypić więcej wody bez sikania. Po zawodach zaczęła się skarżyć na ból głowy i wróciła do domu, gdzie znaleziono ją następnego dnia martwą. Lekarze orzekli, że śmierć nastąpiła wskutek zatrucia wodą. Nadmiar wody spowodował obrzęk mózgu, ucisk ośrodków odpowiedzialnych za oddychanie i uduszenie. To oczywiście przypadek skrajny, bo konkursy w piciu wody nie zdarzają się zbyt często, ale zatrucie wodą zdarza się stosunkowo często biegaczom oraz bywalcom klubów sięgającym po ekstazy. Ten narkotyk powoduje bowiem zwiększone pragnienie, a jednocześnie blokuje hormony odpowiedzialne za wydalanie moczu - w rezultacie prowadząc do przewodnienia.
Odtruj się: Jako że zatrucie wodą najczęściej dotyka biegaczy długodystansowych, poniżej przedstawiamy zasady nawadniania dla tych wszystkich, którzy biegają ponad godzinę non stop. Pij mniej więcej tyle, ile wypacasz. Jeśli biegniesz długo, zamiast wody wybierz napój izotoniczny, żeby uzupełniać elektrolity. Przed długim biegiem nie pij zbyt dużo wody, żeby nie wypłukać niezbędnego sodu. Objawy hiponatremii, czyli niedoboru sodu, można łatwo pomylić z objawami odwodnienia i pogorszyć sprawę, pijąc jeszcze więcej wody, rozcieńczając krew jeszcze bardziej, a co za tym idzie zmniejszając stężenie sodu, co skutkuje skurczami i zaburzeniami rytmu serca. Dlatego jeśli po biegu czujesz się nie najlepiej, uzupełnij elektrolity, a nie tylko wodę.
Kawa
Optymalna dawka kawy to 2-3 filiżanki dziennie.
Zatrucie kawą: Kawa ma sporo korzystnych właściwości. Najnowsze badania wskazują, że regularne picie kawy zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera, raka wątroby i prostaty. Jednak jeśli przesadzisz z ilością, możesz uzależnić się od kofeiny. Niektórym ludziom wystarczy dawka 300 mg kofeiny dziennie, żeby pojawiły się objawy uzależnienia. 300 mg to dwie filiżanki mocno palonej kawy albo jedna filiżanka robusty. W miarę jak Twój organizm przyzwyczai się do pobudzającej kofeiny, odpowiedzialny za uczucie zmęczenia układ adenozynowy staje się wrażliwszy i gdy nie dostarczysz mu dawki kofeiny, czujesz się bardziej wyczerpany niż gdybyś nie był uzależniony. Sięgasz po kolejną dawkę, i kolejną - tak właśnie nakręca się spirala uzależnienia. Jednak nadmiar kawy, czyli powyżej 500-600 mg dziennie, może prowadzić do bezsenności, podrażnienia żołądka, zaburzeń rytmu serca i uczucia przewlekłego zmęczenia.
Zmniejsz dawkę: Rozłóż dawki kofeiny na dłuższy czas. Najczęstszą przyczyną uzależnienia jest gwałtowny skok poziomu kofeiny we krwi. Jeśli przyzwyczaiłeś się np. do dużego kubka kawy rano, przy śniadaniu wypij małą filiżankę, a drugą dopiero po dotarciu do pracy.
Tabletki przeciwbólowe
Potrafią zdziałać cuda, gdy coś boli, ale łykanie ich profilaktycznie to już zdecydowanie przesada.
Zatrucie pigułkami: Kiedy po wysiłku bolą Cię wszystkie stawy i mięśnie, odczuwasz silną pokusę, żeby szybko pozbyć się bólu. Jak? Oczywiście tabletką przeciwbólową. Polacy są pod tym względem w ścisłej światowej czołówce: więcej środków przeciwbólowych zażywają jedynie Amerykanie i Francuzi. Co więcej, jedynie co piąty z nas pyta lekarza o lek, którego jeszcze nie brał. Niezbyt też przejmujemy się informacjami w ulotkach. Zalecana dawka to np. 400 mg? Wziąłem i nie działa? Więc biorę następną, krzywda mi się nie stanie... Błąd. Jeśli przedawkujesz nawet tak bezpieczny skądinąd lek, jak paracetamol, możesz sobie trwale uszkodzić wątrobę. Inne tzw. niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ) również mogą Ci zaszkodzić, a nawet zabić, jeśli przekroczysz maksymalną dopuszczalną dawkę. Lekarze przestrzegają też przed łączeniem różnych środków przeciwbólowych, ponieważ dzięki temu nie stają się skuteczniejsze, a wyjatkowo niebezpieczne. Jedyne dopuszczalne połączenie w grupie NLPZ to aspiryna + paracetamol.
Bez bólu i bez stresu: Niektórzy łykają środki przeciwbólowe przed treningiem - "profilaktycznie". Ta metoda jest nie tylko nieskuteczna, ale wręcz może zmniejszyć efektywność treningu. Niesteroidowe leki przeciwzapalne blokują wywarzanie prostaglandyn, które odpowiadają za intensywność bólu. Niestety, blokowanie tego hormonu ma też skutki mniej pożądane - zwalnia na przykład tempo naprawy uszkodzonych tkanek. Przewlekłe stosowanie NLPZ może być przyczyną zawału serca czy krwawienia z przewodu pokarmowego. Z powodu nadużywania NLPZ umiera w Polsce około 3000 ludzi rocznie. Dlatego - zamiast łykać tabletki przeciwbólowe - lepiej w dzień po treningu idź na basen i popływaj lub pobiegaj w wodzie przez 20 minut - to zmniejszy zakwasy.
Błonnik
Błonnik pokarmowy, czyli włókna roślinne, jest dla człowieka nieprzyswajalny, ale to nie oznacza, że obojętny dla zdrowia.
Kiedy szkodzi: Błonnik jest zalecany przez większość dietetyków, ponieważ zmniejsza wchłanianie cholesterolu, stężenie trójglicerydów i wyrównuje poziom cukru we krwi. Jednak jeśli przesadzisz z ilością błonnika, możesz obniżyć poziom bardzo potrzebnych mikroelementów, takich jak żelazo, cynk, wapno czy magnez, błonnik bowiem zmniejsza wchłanianie tych pierwiastków. Długotrwałe nadużywanie błonnika może też spowodować niedobory witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, co z kolei może być przyczyną np.osłabienia kości, w tym również kłopotów z kręgosłupem. O ile ubytki minerałów i witamin długo potrafią być niezauważalne, o tyle nie sposób przegapić biegunki, która może doprowadzić m.in. do odwodnienia, oraz bolesnych wzdęć.
Właściwa dawka: Dorosły człowiek potrzebuje dziennie około 30 g błonnika pokarmowego. Zupełnie spokojnie można dostarczyć sobie taką ilość normalnie się odżywiając, więc nie ma potrzeby kupowania suplementów z błonnikiem. Dużo błonnika mają owoce i warzywa - jedząc je, uzupełniasz jednocześnie witaminy i minerały. Sięgając po suplementy z błonnikiem, tylko usuwasz je z organizmu. Przykładowo: 10 dag suszonych śliwek to ok. 16 g błonnika, o połowę mniej włókna roślinnego ma brązowy ryż, a 100 g ciemnego pieczywa to mniej więcej 6 g błonnika. Pamiętaj też o odpowiedniej ilości wody.
niedziela, 15 września 2013
sobota, 14 września 2013
Jak odchudzić biodra, uda i pośladki ?
Kobiece biodra, uda i pośladki to miejsca, w których tłuszcz może być niezmiernie oporny. Wyszczuplenie tych rejonów ciała może wydawać się szczególnie trudne. Winę za to ponoszą głównie receptory adrenergiczne oraz budowa żeńskiego układu hormonalnego. Estrogen sprzyja odkładaniu tkanki tłuszczowej a wspomniane wcześniej receptory sprawiają, że aktywne hormony odpowiedzialne za spalanie tłuszczu, mają problemy z dotarciem do tych części ciała. Dobrze zbilansowana dieta to fundament w skutecznym kształtowaniu sylwetki. Jednak kiedy mówimy o "opornych rejonach ciała", sama dieta zdecydowanie nie wystarczy. Niezbędny jest również właściwy wysiłek fizyczny. Najważniejsze jednak, że trening nie musi być specjalnie wyszukany, wystarczy zwykły… spacer! Słowo spacer nie brzmi innowacyjnie i przekonywująco. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że podczas intensywnego chodu można spalić nawet 300 kcal w ciągu godziny. Pierwszy krok to wybór dystansu. Najlepiej wyznaczyć sobie trzy różne trasy. Pierwszą po prostej drodze, drugą - trudniejszą (droga może przebiegać przez niewielkie wzniesienia terenu) i trzecią naprawdę trudną (wzniesienia terenu i przeszkody w postaci schodów - im więcej stopni, tym lepiej). Jeśli mieszkasz niedaleko plaży, jesteś w
najlepszej sytuacji.Grząski piasek jeszcze skuteczniej podniesie poprzeczkę treningową. Podczas chodu angażujemy przede wszystkim mięśnie dwu i czworogłowe, podudzi oraz pośladków, to sprawia, że wytworzy się tam więcej katecholamin - hormonów przyczyniających się do spalania tłuszczu. Dodatkowo jest to forma wysiłku, która bezpośrednio powoduje redukcję tkanki tłuszczowej.
najlepszej sytuacji.Grząski piasek jeszcze skuteczniej podniesie poprzeczkę treningową. Podczas chodu angażujemy przede wszystkim mięśnie dwu i czworogłowe, podudzi oraz pośladków, to sprawia, że wytworzy się tam więcej katecholamin - hormonów przyczyniających się do spalania tłuszczu. Dodatkowo jest to forma wysiłku, która bezpośrednio powoduje redukcję tkanki tłuszczowej.
Krok pierwszy
Korzystamy z trasy numer jeden. Przez pierwsze cztery dni spacer powinien odbywać się długim, żwawym krokiem i trwać 45 minut. Dnia piątego należy zafundować sobie odpoczynek od treningu. Od dnia 6 do 10 stopniowo przyspieszamy kroku (nie może to jednak być bieg), tak, by z dnia na dzień pokonać nieco dłuższy dystans w zadanym czasie (45 minut). Następnie wykonujemy jeden dzień odpoczynku od treningu.
Krok drugi
Korzystamy z trasy numer dwa. Sytuacja jest analogiczna do kroku pierwszego. Przez pierwsze cztery dni spacer powinien odbywać się długim, żwawym krokiem i trwać 45 minut. Dnia piatego należy zafundować sobie odpoczynek od treningu. Od dnia 6 do 10 stopniowo przyspieszamy kroku (nie może to jednak być bieg), tak, by z dnia na dzień pokonać nieco dłuższy dystans w zadanym czasie (45 minut). Następnie wykonujemy jeden dzień odpoczynku od treningu.
Krok trzeci
Korzystamy z trasy numer trzy. Po raz kolejny plan jest analogiczny.
Przez pierwsze cztery dni spacer powinien odbywać się długim, żwawym krokiem i trwać 45 minut. Dnia piątego należy zafundować sobie odpoczynek od treningu. Od dnia 6 do 10 stopniowo przyspieszamy kroku (nie może to jednak być bieg), tak, by z dnia na dzień pokonać nieco dłuższy dystans w zadanym czasie (45 minut). Następnie wykonujemy jeden dzień odpoczynku od treningu.
Każdorazowe przejście na wyższy etap zwiększa intensywność wysiłku.
Dodatkowo, narasta ona znacznie od szóstego dnia. Tego rodzaju progresja zmusi mięśnie do
bardzo intensywnej pracy! Przed przystąpieniem do wysiłki należy zaopatrzyć się w odpowiednie buty, które będą amortyzowały wstrząsy i zapewnią komfort stopom. Jeśli w trakcie wysiłku poczujesz pieczenie w nogach, zwolnij tempo. Jeśli zakręci Ci się w głowie, przerwij wysiłek, usiądź i odpocznij. Na każdą sesję warto zabrać ze sobą małą butelkę wody i popijać 2-3 łyki co kilka minut. Pozornie łatwy plan może okazać się dużym wyzwaniem. Jeśli jednak uda ci się wytrwać, efekty mogą okazać się zadziwiające!
bardzo intensywnej pracy! Przed przystąpieniem do wysiłki należy zaopatrzyć się w odpowiednie buty, które będą amortyzowały wstrząsy i zapewnią komfort stopom. Jeśli w trakcie wysiłku poczujesz pieczenie w nogach, zwolnij tempo. Jeśli zakręci Ci się w głowie, przerwij wysiłek, usiądź i odpocznij. Na każdą sesję warto zabrać ze sobą małą butelkę wody i popijać 2-3 łyki co kilka minut. Pozornie łatwy plan może okazać się dużym wyzwaniem. Jeśli jednak uda ci się wytrwać, efekty mogą okazać się zadziwiające!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















